Z wizytą w Croque Madame na Saskiej Kępie

24 kwietnia, 2014

Wraz z sezonem wiosenno letnim w Warszawie nastąpił wysyp małych kawiarń, śniadaniowni, a co za tym idzie, chodniki zostały zastawione stolikami, krzesełkami tworzącymi mniej bądź bardziej przyjemne ogródki letnie.
Pomimo dzisiejszej dość ciepłej i przyjemnej temperatury, w cieniu wiatr odrobinę jeszcze dokuczał, a poza tym, brak prądu w ogródkach przykawiarnianych był zdecydowanie bardziej męczący, szczególnie, że bateria w moim laptopie pada jak mucha zaledwie po dwudziestu minutach.

Po przejściu wzdłuż ulicy Francuskiej, wraz z Panem Aleksandrem postanowiliśmy odwiedzić wreszcie niedawno otwartą kawiarnię Croque Madame. Nazwa nie bez powodu nawiązuje do pysznej wersji tostowej kanapki, w menu śniadaniowym ta nazwa również się pojawia, choć dzisiejszego dnia nie było dane mi wypróbować tej pozycji – oby do następnego razu!

Wnętrze lokali na pierwszy rzut oka wygląda dość przyjemnie i przytulnie, jednakże po dłuższym czasie, siedzenie na drewnianych krzesłach czy parapecie pełniącym funkcję ławki przestaje być komfortowe. Za to niestety należy się minus, bo można zapomnieć o miłym popołudniu spędzonym przy kawie. Zdecydowanie brakuje tu wygodnych siedzisk. Głównym motywem kolorystycznym panującym w lokalu jest biel z akcentem kolorystycznym w tonacji różu, fioletu.

Na duży plus zasługuje jednak wybór francuskich ciasteczek, nadziewanych rogalików, babeczek oraz wspaniałych różnych w smaku tortów bezowych, które nieśmiało wyglądały zza szyby lady chłodzącej.

Lokal posiada również spory wybór (10 pozycji) propozycji śniadaniowych, których ceny wynoszą od 10 do 26zł. Dania podawane są w bardzo estetycznej i miłej dla oka oprawie, więc chociażby dla tego faktu można byłoby się na nie skusić.

Poza śniadaniami Croque Madame oferuje różne przystawki, zupy, sałaty oraz dania główne. W cenie 19 zł można zjeść lunch, w którego skład wchodzi wybrana danego dnia zupa krem oraz drugie danie.

Osobiście skusiliśmy się dzisiaj na croissanty: czekoladowego oraz waniliowo-cytrynowego oraz świeżo wyciskane soki pomarańczowe. Jak stwierdził Pan Aleksander, soczek bardzo smaczny i przynajmniej gasi pragnienie, a rogaliki również zdały egzamin – były chrupiące na wierzchu, mięciutkie w środku, a nadzienie wyjątkowo smaczne.

Ech, gdyby tylko były tu dostępne wygodne fotele to o ile bardziej zyskałby ten lokal przytulności… A tak, pozostały mi tylko poduszki do dyspozycji… i bolący kręgosłup (wraz z czterema literami).

Ogólna ocena lokalu 4 z malutkim minusem /5.

Autor Bloga

Monika

Pasjonatka dobrej kuchni, dobrej muzyki i sztuki. Wieczna studentka, chwilowo architektury i urbanistyki :) Wcześniej (przez chwilę) polonistyki. Niewydana pisarka, skryta malarka. Mam nadzieję, że przyszła właścicielka firmy projektowej.