Rue de Paris, Francuska 11 – musiałam, bo mam dość.

16 lutego, 2014

Z pewnością nie tylko ja mam takie miejsca na mapie Warszawy, do których wracam regularnie od kilku lat, pomimo zmian, które nieuchronnie mają miejsce. Nie mogłam się jednak powstrzymać aby nie powiedzieć o tym głośno i nie napisać o pewnych zmianach na GORSZE w jednej z moich ulubionych kawiarni.

Mowa tu o Rue de Paris, kawiarni usytuowanej przy ul. Francuskiej 11 na Saskiej Kępie.

zdjęcie: http://www.wouworld.com/warsaw/wouplaces/rue-de-paris

Przychodzę do tej kawiarni dość regularnie od 2005 roku, minęło zatem 9 lat od kiedy pojawiam się w progach tego miejsca i odnoszę wrażenie, że właścicielowi? obsłudze? totalnie nie zależy na klientach.
Jestem w stanie zrozumieć wszystko – miejsce szczyci się tym, że jest już jednym z kultowych miejsc, ludzie przychodzą tu chyba bardziej z przyzwyczajenia i nie da się ukryć, że bombardują to miejsce dość licznie. W zasadzie non stop pozajmowane są wszystkie stoliki (w weekendy dochodzi nawet do sytuacji kiedy do kasy ustawiają się kolejki ludzi, pomimo braku miejsc zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz lokalu).
Przeraża mnie jednak fakt, że w ciągu tych 9 lat na jakości straciło nie tylko jedzenie czy obsługa ale również klimat miejsca.

Nie mogę się powstrzymać aby nie zacząć wyliczać minusów tego miejsca:

Ogólne:

- od niedawna, chyba po ponad roku, udostępniono toaletę – jest ona tak mała, że ciężko jest się tam dostać choćby do umywalki…
- ilość gniazdek w lokalu ograniczona chyba do 2 czy trzech
- ograniczona swoboda podczas siedzenia przy stoliku – czasami ciężko jest zająć swoje miejsce, gdyż krzesło sąsiedniego stolika jest do niego maksymalnie zbliżone

Jedzenie:

W menu Rue de Paris możemy znaleźć m.in.: naleśniki wytrawne, naleśniki słodkie, kanapki, zupy, sałatki, ciasta, ciastka, rogaliki.
Naleśniki wytrawne to naleśniki z ciasta gryczanego z różnymi dodatkami, począwszy od serów (żółty, camembert, kozi), warzyw (pomidory, papryka, pieczarki), mięsa (pierś z kurczaka), „owoców morza”, którymi nazywany jest tuńczyk z puszki, wędlin i jaj.
Ceny w ostatnich latach powindowały mocno do góry i dość łatwo jest zostawić za naleśnika i kawę ponad 30 zł w kasie kawiarni.
Najgorsze jest jednak to, że cena nie jest adekwatna do zawartości wspomnianych naleśników. Od dłuższego czasu spotkać się można z sytuacją kiedy nadzienie znajduję się jedynie na widocznej części naleśnika, a tuż pod złożonymi fragmentami ciastka „wieje wiatr” – brak totalnie wszystkiego.

Plus jedynie za naleśniki słodkie – te przynajmniej mają w sobie jeszcze odpowiednią ilość nadzienia, choć cena nadal pozostawia wiele do życzenia.

Sałatki zdecydowanie w tym miejscu nie zachwycają – jedyne dodatki jakie podawane są do mixu sałat to ocet balsamiczny i oliwa – rozumiem, że to teoretycznie może być wystarczający dodatek ale w chwili kiedy za sałatkę liczy się prawie 20zł to oczekuje się przynajmniej aby poza sałatą i oliwą były tam chociaż dobre dodatki…

Zaskoczyła mnie również czekolada na gorąco. Zamówiona czekolada na pierwszy rzut oka robiła wrażenie – gęsta z dodatkiem bitej śmietany, można byłoby pomyśleć, że to strzał w dziesiątkę. Jednakże po pierwszej próbie dało się wyczuć pewną różnicę pomiędzy gorącą czekoladą, a „masą” podaną w szklance z dodatkiem śmietany. Po chwili stwierdziłam, że jest to nic innego jak po prostu… budyń czekoladowy! Nie mniej jednak lepszy budyń niż woda z dodatkiem kakao…

Obsługa:

W przeciągu kilku lat obsługa dość często ulegała zmianie, jednakże 2-3 osoby na dłużej zagościły w tym miejscu ale mam wrażenie, że pozostały tu nieodpowiednie osoby.
Osoby, które podczas swojej pracy bez wątpienia dbały o to miejsce już dawno opuściły ekipę Rue de Paris, a nowe osoby niekoniecznie palą się do tego aby zachować jakikolwiek standard obsługi klienta.
Ponadto obsługa ewidentnie ma problem z szybkim sprzątaniem niepotrzebnych talerzy, szklanek i filiżanek ze stolików, których naprawdę jest niewiele i można by powiedzieć, że każdy sprzątnięty na czas stolik się liczy! Ale chyba nie interesuje to nikogo innego poza klientami.

Wystrój:

Gdybym się uparła to mogłabym przy tym temacie pozostać na długo. Skupię się jednak na kilku drobnych elementach które rzucają się w oczy.
Przede wszystkim porządek! Od ponad dwóch miesięcy za jednym z foteli i to w bardzo widocznym i dostępnym miejscu leży cały orzech włoski i herbatnik. Być może to jakiś wabik na wiewiórki, myszki… Nie wiem.
Kolory straszne… pomarańcz, czerwień i seledyn. Połączenie tych barw psuje cały efekt fajnej cegły, która otacza duże okno.
Abażury… Okropne i tandetne pomarańczowe i żółte abażury to jeden ze znienawidzonych przeze mnie elementów wystroju tego wnętrza. Aż oczy bolą od samego patrzenia.
Przyczepić muszę się również do blatów stolików, które osadzone są na całkiem przyjemnie wyglądającej nodze, nawiązującej klimatem do kawiarni samej w sobie. Ale te białe wysłużone blaty…. Ręce opadają.

Plusy:

Niewiele ale jednak:

Przede wszystkim duży plus za sam fakt podawania gryczanych naleśników, osobiście uwielbiam połączenie ciasta gryczanego z dodatkami.
Plus również za wstawienie dwóch dużych foteli z Ikei – są bardzo wygodne i nie ukrywam, że wiele osób walczy o tą miejscówkę.
Miłym elementem jest muzyka francuska, która rozbrzmiewa w tle.
Ponadto od pewnego czasu w Rue de Paris jest dość spory wybór syropów do kawy, w tym m.in.: o smaku szarlotki oraz klonowym.
Plus również za ogródek w sezonie letnim.

zdjęcie: www.saskakepa.waw.p

Nie powstrzymałam się również aby nie poszukać w sieci jakiś opinii na temat Rue de Paris przy Francuskiej i z przerażeniem stwierdzam, że większość stanowią negatywne wrażenia wyniesione z tego miejsca.
Na łamach serwisu www.gastronauci.pl Rue de Paris na 48 opinii otrzymało ocenę 2.4/5, a szczegółowe oceny mówią same za siebie:

dane pochodzą z serwisu www.gastronauci.pl

W ogólnym ujęciu jednak pojawiają się opinie, że pomimo powyższych niedogodności do Rue de Paris wraca się ze względu na sam klimat Saskiej Kępy i podobnie jak ja, niektórzy zaglądają tu bardziej z sentymentu niż ze względu na dobre jedzenie.

Autor Bloga

Monika

Pasjonatka dobrej kuchni, dobrej muzyki i sztuki. Wieczna studentka, chwilowo architektury i urbanistyki :) Wcześniej (przez chwilę) polonistyki. Niewydana pisarka, skryta malarka. Mam nadzieję, że przyszła właścicielka firmy projektowej.

Komentarze

  1. Nie znam, ale zawsze przykro mi czytać o takich miejscach – mają wszystko, żeby odnieść sukces, a zamiast starać się podwyższać jakość, to myślą sobie, że jak już mają dobrą opinię, to nie trzeba… Póki mają klientów nie sądzę, żeby coś się zmieniło…